Rozwiń menu
na-cztery-rece

25 marca 2019

Na cztery ręce

  Jest w tej poezji napominający głos starożytnych proroków i to jest jeden z powodów, dla których napisana jest przeciwko wszystkim. Odsłonięte są pola wielkich bitew, na których dusza walczy z gwiezdną armią zodiakalnych ludzi. Również przeciwko poetom, którzy sprawili, że kościoły poezji są puste. Czy potrafimy w dzisiejszym hałaśliwym świecie dopuścić duszę do głosu? Nadal cierpimy i chorujemy. W tym rachunku zadośćuczynienia względem Boga ciągle jesteśmy na minusie. Posłuchajmy tych pieśni i poematów, bo ta poezja przywraca godność i właściwe miejsce poetom.

Fragment książki:

Czy ktoś w końcu usłyszy

Czy ktoś w końcu usłyszy
To o czym piszę
Moja osoba się nie liczy
Bo żyje w dziczy
A czy moje wołanie
Jakiś odzew dostanie
To kto pisze nie ma żadnego znaczenia
Lecz to o czym piszę cały świat zmienia
Odsłaniam ukryte zło
By dobrze nam się żyło
Właściwą rangę sprawom przywracam
A to mozolna jest praca
Pokazuję jak dobro wpływa na duszę
I to czynić muszę
Anioły do pomocy przyzywam
I nieważne jest jak się nazywam
Dla pięknych duchów piszę
Bo ich wołania słyszę
Pisać warto
Dla tych co mają głowę otwartą
Reszta i tak nic nie rozumie
Bo niewiele umie
Uczyć się nie chcieli
I uciekli od nich Anieli
W ślepe zaułki powędrowali
I tam zostali
Za fałsz się schowali
Iskierkę życia pogrzebali
Ich ciało jeszcze się porusza
Lecz martwa jest ich dusza
W tym życiu już nic ich nie obudzi
Choć snują się wśród ludzi
Dla nich moje pisanie
To próżne wołanie
Moja poezja dla żywych dusz przeznaczona
I tam swego dzieła dokona
I to dzięki Tobie Panie
Trwa moje pisanie
To moja dusza o nie prosi
Bo ulgę i pocieszenie jej przynosi
I innym też pomaga
Gdy cały świat niedomaga




Mamie tacie

Mamie tacie
Po przekątnej i w kwadracie
Los się ściele i układa
Lecz to wyzwanie jest nie lada
Wystarczy ledwie drobina
I rodzi się dziecina
Nie o biologię tu chodzi
I o to kto się rodzi
Lecz o fenomen życia
Wyłaniający się z ukrycia
To kolejne boskie stworzenie
Zakładające ziemskie odzienie
Człowiekiem się nazywa
Lecz to Bóg się w nim skrywa
A nasze zadanie
To Boga w sobie rozpoznanie
Gdy to osiągniemy
Pełnię życia zdobędziemy
Będzie nam się łatwiej żyło
I o łaski dla innych prosiło
Bo takie życie otwarte
Jest wiele warte
Świeci swoim przykładem
I boskim ładem
Do dobra skłania
Niepokój i zmartwienia odgania
Świat napełnia ciszą
Którą tylko Anioły słyszą
Czasem słyszą też ją inni
Lecz jedynie ci czyści i niewinni
To jest stan boski
Całkowitej beztroski
Wszystko od Boga zależy
I dostajemy to co nam się należy
Jeśli tego nie wiemy i uważamy
Że wszystko sami zdobywamy
To się od Niego odgradzamy
I o Nim zapominamy
Teraz nasze życie to straszna harówka
I kompletna łamigłówka
Wszystko staje się bez znaczenia
Lecz ciąg znaków i liczb się przecież nie zmienia
My do nich dostępu nie mamy
I już ich nie poznamy
Bo droga do Boga usłana liczbami
Zamknięta jest dla egoistycznych drani
Będą ciężko pracować
Na to by z diabłem obcować
I dopiero kolejne wcielenie
Da szansę na nowe istnienie


Sen miałam

Sen miałam
Postać Paderewskiego przywdziałam
I popłynęła Chopina muzyka
Aż nagle kula przebiła dzika
I tak się dwa światy splatają
I swe znaczenie nam posyłają
Senna muzyka
W rzeczywistym świecie zabija dzika
Jego dusza muzyką do nieba uniesiona
A dusza myśliwego krwią splamiona
I choć on tego nie czuje
Za swój grzech odpokutuje
Na razie mocarzem się czuje
I po lasach bezkarnie kłusuje
Żądza zabijania nim kieruje
Żadnej litości dla słabszych nie czuje
Robi w lesie tyle hałasu
Zakłóca ciszę i równowagę lasu
Nie zdaje sobie sprawy
Że dla swej zabawy
Tyle zła wyrządza
Lecz duch lasu już go osądza
Przed nim się nie schowa
I to usiłuje mu przekazać sowa
Pohukuje i śle mu ostrzeżenia
Lecz jego postawy zabójcy to nie zmienia
Dusze zabitych zwierząt nad nim się unoszą
I o zmiłowanie dla swych braci proszą
Zło go całkiem opanowało
I współodczuwanie zabrało
Nieziemska muzyka Chopina koi wszystkie smutki
Lecz dusza myśliwego nie słyszy ani jednej nutki


Czy znak Ryby

Czy znak Ryby
To tak na niby
Bo Ryby są dwie
A każda płynie gdzie chce
Razem wiele nie zdziałają
Bo inne upodobania mają
Jedna dalej płynąć chce
Druga wolałaby nie
Jak się nie pogodzą
To sobie zaszkodzą
To Neptun tak układa fale
By nie mogły się ze sobą zgodzić wcale
To Neptun na nie presję wywiera
A one muszą ją odpierać
A gdy zjednoczą swe siły
Cieszą się że Neptuna okpiły
Wielkiej siły jednak nie mają
I opresji się poddają
Gdy inni tę słabość wyczują
Chętnie ją wykorzystują
Łatwo w rozpacz wpadają
I wzajemnie się o to oskarżają
Jeden wspólny kierunek
To dla nich jedyny ratunek
Gdy ich intuicja się obudzi
Dobrze rozumieją i czują ludzi
Chętnie innym pomagają
I żadnej za to zapłaty nie żądają
Gdy widzą że ktoś krzywdzi ludzi
To ich sumienie się budzi
Próbują się przeciwstawić
Lecz nie wiedzą jak tę krzywdę naprawić
Fale Neptuna intuicję pobudzają
Lecz do nałogów też skłaniają
Gdy Neptun fale układa
To powstaje serca wada
Jednym współczuje
A na innych szczuje
U Ryb krańce są dwa
Których uchwycić się nie da
Albo do doskonałości dążą
Albo w nałogach się pogrążą
Ich wola nie ma tu żadnego znaczenia
Bo Neptun wszystko miesza i zmienia
A prawdziwe dla Ryb wyzwanie
To od Neptuna się uwalnianie
Gdy odrzucą jego wahanie i fluktuację
Będą miały własne życie i rację
Bo zrozumieją
Że oprócz głębin wyżyny też istnieją
I po nich wspinać się trzeba
Gdy chce się dostać do Nieba