Rozwiń menu
Pieśni starej kobiety, Maria Kuźniak

1 kwietnia 2016

Pieśni starej kobiety

Ktoś idzie wiejską drogą, jeszcze przez chwilę postrzega świat takim, jak go widział wcześniej, lecz coraz bardziej dociera do niego – zmiana... Zmiana, która dokonała się niezauważalnie. Znika podział na przedmiot i podmiot widzenia. One zlewają się w jedno. Drzewa mówią. Zwierzęta przemawiają, a zmysły otwierają się na nowe wymiary.

Niewidzialne góry Helikonu z muzami wyłaniają się z mgły i zapomnienia. Rodzi się poezja natchniona – współbrzmiąca z dokonaniami pitagorejczyków, gdyż liczby są sercem tej poezji. W formie emocjonalnej zaś odnosi się do tradycji proroków.

Zmęczona i poturbowana dusza spogląda na swój dom – życie ziemskie i pozwala wypowiadać się Ziemi, Słońcu jak i wszelkiemu stworzeniu. Najbardziej opiekuńczy Duch święty przedstawia swoje troski, podobnie jak Bóg martwiący się o los swoich dzieci. Aniołowie na kartach tej poezji krzątają się wśród swoich obowiązków. Zostaje przywrócona więź między Niebem i Ziemią, i dla wielu z nas słowa tej poezji mogą stać się pokarmem.

Fragment książki:

Stoję przed Twą bramą Panie


Stoję przed Twą bramą Panie
Ostatnią przeszkodą jest oddychanie
Lub raczej jego brak
Bo gdy żyje się wspak
To oddech jest niepełny
Niezupełny
Płytkie oddychanie to niepoznanie życia
A tyle jest jeszcze do odkrycia
Im głębiej oddychamy
Tym więcej życia w sobie mamy
Zaczerpnij więc powietrza łyk
I wydaj ostatni niemy krzyk
Który rozewrze bramę
I pokona to co niepokonane
I w swej ostateczności
Ułoży twoje kości
Przyjmie twoje ciało
Które nie będzie już płakało
Zanurzone w szczęśliwości wiecznej
Bezpiecznej
A dusza zdrowa cała
Będzie odtąd wędrowała
Po błękitnym nieboskłonie
Wśród chmur świetlistych
Słonecznych promieni
A jej ciepło i dobroć cały świat przemieni


Drzewo w piecu płacze


Drzewo w piecu płacze
Duch do drzwi kołacze
Nie był specjalnie zaproszony
Ale zawitał w te strony
Lamentem ognia zaniepokojony
Czemu płaczesz przecież życia w tobie już nie ma
Chyba że wpadłeś w jakiś schemat
Płaczę bo swąd spalenizny czuję
A skąd on się bierze nie pojmuję
To pali się twoje ciało
By ludziom ciepło dało
Składasz je w ofierze bo tak ułożony jest ten świat
Że gdy dożyjesz już swych lat
Nie czepiaj się życia zawzięcie
Bo jesteś przeznaczony na ścięcie
I tak się szczęśliwie składa
Że twoje ciało na ogień się nada
Zatem nawet po śmierci jesteś użyteczny
A to problem jest odwieczny
Co po mnie pozostanie czy popiół i zgliszcza
Czy poemat godny mistrza


Czarna kobieta na czarnym koniu


Czarna kobieta na czarnym koniu
Z białą latarką w dłoni
Siedzi tyłem do niego odwrócona
Jaka moc ją pokona
Ptaki nisko nad nią latają
I do galopu zachęcają
A ona w tej dziwnej pozycji nieruchomo stoi
Może czegoś się boi
Może zapadającej nocy
Albo jakichś innych mocy
To sprawa nieodgadniona
Czy sama siebie pokona
I na swym koniu usiądzie jak trzeba
By dostać się do samego Nieba
Jej Anioł już na nią czeka
Ale decyzja o pójściu naprzód należy do człowieka
To jego wybór czy w miejscu stać
I się bać
Czy piąć się w górę na sam szczyt
Gdzie czeka go niebiański byt


Pośród rozkołysanych wiatrem drzew stoję


Pośród rozkołysanych wiatrem drzew stoję
I niczego się nie boję
Boś mnie rozkochał w sobie Panie
I tu rodzi się pytanie
Czy ja Twoja córka nieodrodna
Jestem tego godna
Czy dlatego mnie wybrałeś
Że mnie pokochałeś
Jako kochasz każdego
Człeka szlachetnego i człeka upadłego
Każdego swą miłością równo obdarzasz
I swoje serce przed nami obnażasz
Nie zawsze to widzimy
Lecz gdy się obudzimy
To płomień Twej miłości dotyka każdego
Człowieka wrażliwego i poszukującego
I tak ten boski pożar się rozprzestrzenia
Na całe przyszłe pokolenia